Listopadowy szał wyprzedaży to okres, w którym czujność kupujących drastycznie spada. Zewsząd atakują nas komunikaty o gigantycznych obniżkach, a ograniczony czas trwania promocji zmusza do szybkich decyzji. To idealne warunki dla cyberprzestępców. Coraz częściej zgłaszane oszustwa black friday pokazują, że fałszywe sklepy internetowe nie są już tylko prymitywnymi stronami z błędami językowymi. Dziś potrafią niemal idealnie naśladować znane platformy e-commerce.
Zanim podasz dane karty płatniczej lub klikniesz link z rzekomą superofertą, sprawdź, czy dana okazja nie wykazuje cech typowego internetowego przekrętu.
Nienaturalnie niska cena
Najprostszą, a zarazem najbardziej skuteczną przynętą jest nienaturalnie niska cena. Flagowy smartfon tańszy o 70 procent, markowa kurtka za ułamek ceny katalogowej czy konsola do gier dostępna za kilkaset złotych w momencie, gdy brakuje jej w oficjalnej dystrybucji, to niemal pewny znak, że oferta jest fałszywa.
Marże na popularnym sprzęcie elektronicznym wynoszą zazwyczaj od kilku do kilkunastu procent. Żaden legalnie działający sklep nie sprzedaje poszukiwanego towaru ze stratą kilkudziesięciu procent, nawet w ramach czyszczenia magazynów. Zanim uwierzysz w wyjątkowe szczęście:
- sprawdź historię cen danego produktu w niezależnych porównywarkach,
- porównaj ofertę z oficjalnym cennikiem producenta,
- potraktuj każdą ofertę odbiegającą drastycznie od średniej rynkowej jako próbę wyłudzenia pieniędzy.
Dziwny adres strony i brak historii domeny
Oszuści często rejestrują domeny, które na pierwszy rzut oka przypominają adresy znanych marek. Różnica może polegać na zamianie jednej litery, dodaniu myślnika lub użyciu nietypowej końcówki domeny, na przykład zamiast znanej końcówki krajowej pojawia się egzotyczne rozszerzenie.
Warto skorzystać z publicznych baz danych WHOIS, aby sprawdzić, kiedy domena została zarejestrowana. Jeśli sklep rzekomo działa na rynku od wielu lat, a jego strona powstała tydzień przed Black Friday, ryzyko utraty środków jest stuprocentowe.
Ograniczone metody płatności
Prawdziwe sklepy internetowe dbają o wygodę klientów i oferują szeroki wybór płatności: szybkie przelewy przez zaufane bramki, płatności kartą czy opcję wysyłki za pobraniem.
W fałszywych sklepach proces zakupowy niemal zawsze prowadzi do jednej, trudnej do cofnięcia formy rozliczenia. Może to być bezpośredni przelew na prywatne konto bankowe, przesłanie kodu BLIK pod pozorem “błyskawicznej rezerwacji” lub formularz udający bramkę płatniczą, który w rzeczywistości wykrada dane logowania do bankowości elektronicznej. Brak możliwości zapłaty kartą kredytową (która daje ochronę w postaci procedury chargeback) powinien natychmiast zapalić ostrzegawczą lampkę.
Brak danych rejestrowych firmy i niejasny regulamin
Każdy legalnie działający podmiot handlowy w Polsce ma obowiązek podawania swoich danych rejestrowych: pełnej nazwy firmy, numeru NIP, REGON lub KRS oraz adresu siedziby.
W fałszywym sklepie sekcja kontaktowa zazwyczaj ogranicza się do prostego formularza lub adresu e-mail w darmowej domenie. Regulaminy na takich stronach bywają skopiowane z innych serwisów, zawierają fragmenty w obcych językach, błędy logiczne albo w ogóle nie istnieją. Przed zakupem warto poświęcić minutę na wklejenie numeru NIP do bazy CEIDG lub KRS, aby upewnić się, że firma faktycznie istnieje i prowadzi zarejestrowaną działalność.
Sztuczna presja czasu i agresywne liczniki
Zegar odliczający minuty do końca “wyjątkowej oferty”, komunikaty o tym, że “ostatnie 3 osoby oglądają ten produkt” oraz powiadomienia o rzekomych zakupach innych użytkowników to techniki wywierania presji psychologicznej. O ile legalne sklepy również korzystają z elementów marketingu behawioralnego, o tyle na stronach wyłudzających dane presja ta jest doprowadzona do absurdu.
Odświeżenie strony często resetuje licznik czasu, co jednoznacznie dowodzi, że mamy do czynienia z manipulacją mającą wywołać pośpiech i skłonić do podjęcia nieprzemyślanej decyzji.
Jak nie dać się oszukać podczas zakupów
W listopadzie najważniejszą zasadą jest zasada ograniczonego zaufania. Przestępcy doskonale wiedzą, że w ferworze polowania na rabaty łatwiej ignorujemy podstawowe środki ostrożności.
Zamiast klikać w linki sponsorowane w mediach społecznościowych, bezpieczniej jest wpisywać adresy sklepów bezpośrednio w pasku przeglądarki. Do płatności w sieci najlepiej używać karty z osobnym limitem transakcyjnym lub wirtualnej karty jednorazowej, a w przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do wiarygodności witryny po prostu zrezygnować z zakupu. Żadna pozorna oszczędność nie jest warta ryzyka utraty oszczędności z konta bankowego.



